Opuszczając kurs rekruckounitarny
Kwatery tatry |zioła |Sphere
„Opuszczając kurs rekruckounitarny w Różanie byłem pewny, że do piechoty już więcej nie powrócę. Los zrządził jednak inaczej. Ledwo zdążyłem przyszyć na naramiennikach srebrną belkę, wieszczącą wszystkim, że jestem starszym srzelcem pancernym (1 czerwca 1937 r.), a już musiałem wraz z kolegami meldować się w Komorowie pod Ostrowią Mazowiecką. Tam bowiem, pod patronatem dowództwa Szkoły Podchorążych Piechoty organizowano ćwiczebną jednostkę, tak zwany pułk manewrowy. Powołano pierwsze roczniki z prawie wszystkich szkół podchorążych zawodowych i przemieszano ze strzelcami służby czynnej. Na dowódców drużyn i plutonów wyznaczono elewów ze starszych roczników Szkoły Podchorążych Piechoty, dowódcami zaś kompanii i batalionów zostali mianowani doświadczeni oficerowie tej broni.
Gnieździliśmy się w cztero i sześcioosobowych namiotach. Dowódcą mojej drużyny był bardzo sympatyczny podchorąży Wróblewski, który podobnie jak porucznik „Jeszte" miał drobną wadę wymowy. Zamiast „r" słychać było u niego „j", zyskał przeto miano „Wjóbelka". I cóż to była za frajda gnać obok „Wjóbelka" do szturmu na bagnety i słyszeć jego przeciągłe „Hurraaa!"
Ćwiczenia pułku manewrowego miały trwać dwa miesiące, ale nie w rejonie Komorowa, lecz na poligonie pod Rembertowem koło Warszawy. Tam właśnie skierowano forsownym marszem naszą jednostkę ćwiczebną, dając jej szkolne zadanie uchwycenia przeprawy i przyczółka na Bugu pod Wyszkowem.“(4)
Buty damskie |stetoskop |Cennik usług budowlanych
„Opuszczając kurs rekruckounitarny w Różanie byłem pewny, że do piechoty już więcej nie powrócę. Los zrządził jednak inaczej. Ledwo zdążyłem przyszyć na naramiennikach srebrną belkę, wieszczącą wszystkim, że jestem starszym srzelcem pancernym (1 czerwca 1937 r.), a już musiałem wraz z kolegami meldować się w Komorowie pod Ostrowią Mazowiecką. Tam bowiem, pod patronatem dowództwa Szkoły Podchorążych Piechoty organizowano ćwiczebną jednostkę, tak zwany pułk manewrowy. Powołano pierwsze roczniki z prawie wszystkich szkół podchorążych zawodowych i przemieszano ze strzelcami służby czynnej. Na dowódców drużyn i plutonów wyznaczono elewów ze starszych roczników Szkoły Podchorążych Piechoty, dowódcami zaś kompanii i batalionów zostali mianowani doświadczeni oficerowie tej broni.
Gnieździliśmy się w cztero i sześcioosobowych namiotach. Dowódcą mojej drużyny był bardzo sympatyczny podchorąży Wróblewski, który podobnie jak porucznik „Jeszte" miał drobną wadę wymowy. Zamiast „r" słychać było u niego „j", zyskał przeto miano „Wjóbelka". I cóż to była za frajda gnać obok „Wjóbelka" do szturmu na bagnety i słyszeć jego przeciągłe „Hurraaa!"
Ćwiczenia pułku manewrowego miały trwać dwa miesiące, ale nie w rejonie Komorowa, lecz na poligonie pod Rembertowem koło Warszawy. Tam właśnie skierowano forsownym marszem naszą jednostkę ćwiczebną, dając jej szkolne zadanie uchwycenia przeprawy i przyczółka na Bugu pod Wyszkowem.“(4)
Buty damskie |stetoskop |Cennik usług budowlanych